poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Kto nie ma jaj, czyli Grand Prix w Warszawie i Warszawa sama

Poprzedni wpis o naszej stolycy zatytułowałem: "Najgorszy dzień w moim życiu". Cóż, nie przypuszczałem, że na Stadionie Narodowym zobaczę największą parodię w historii żużla na najwyższym poziomie. No ale przy okazji tego wypadu zrobiłem też parę fajnych ujęć i zobaczyłem dzięki wspaniałemu przewodnikowi kawał miasta. No to lecimy. Aktualizacji posta będzie co niemiara.

Przygodę z miastem rozpocząłem, jak każdy pasażer Polskiego Busa - na Młocinach.













Zamiast jednak jechać metrem do centrum, wybrałem tramwaj.

















Kolejny mrówkowiec.

















Mur getta - pamiątka w chodniku.






Pomnik Tadeusza Kościuszki.













































Ulica Senatorska.

















Róg Senatorskiej i Canaletta.

















Reduta Bank Polski.






























Ministerstwo Sportu i Turystyki.













Róg Miodowej i Senatorskiej.













Ulica Kozia.


































Krakowskie Przedmieście.












Hotel Bristol.













Pomnik Bolesława Prusa.


































Prudential.

















Zaproszenie dla słoików.

















Kościół Świętego Aleksandra.














Plac Trzech Krzyży.

















Ministerstwo Gospodarki.













Pomnik ks. Jakuba Falkowskiego.

















Niepozorny Teatr Buffo.

















Park Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego.

















Miasto takie "piękne".













Cóż za spotkanie. Chris Holder i Greg Hancock spieszyli się, ale zgodzili się na szybką fotkę.

















Ten weekend pełen był w Warszawie manifestacji.













Obelisk.

















W drodze na stadion.






























"Victoria hotel, hotel twoich snów
Tutaj jak w telewizorze
Masz niebo i stereo raj
Dziś twa szansa, możesz złapać ją sam".













Mój absolutnie lodowaty stosunek do Warszawy jest niezmienny od lat. Na szczęście są tu budynki, których nie trzeba się wstydzić.













Wpadłem i na uniwerek.

















Pomnik Studenta.






























Collegium Iuridicum.

















Inne oblicze miasta.

















Zbliżamy się do stadionu.































































O samych zawodach nie ma co pisać. Takiego dziadostwa w wykonaniu organizatorów, zawodników i sędziego nie było i nie będzie już chyba.

Ciasno i zimno było tego dnia na Narodowym.













Bez zoomu taki widok miałem mniej więcej na tor.













Prezentacja.














W bieli i czerwieni.













Numer 507? Dobrze, że nie wprowadzili pięciocyfrowych...













Tomasz Gollob, a za nim Maciej Janowski.













Start bez taśmy? Takie cuda tylko na Narodowym.













Na torze wiele się nie działo. Każdy myślał przede wszystkim o bezpiecznym dojechaniu do mety.


























Po wykluczeniu Doyle'a za "taśmę", której przecież nie było, szansę otrzymał Bartek Zmarzlik. I świetnie ją wykorzystał.













Walec drogowy niewiele pomógł w równaniu toru.














Holder poległ na dziurze.













Taśma nie działa. Dziewczyny się nudzą.

















Mimo dezercji żużlowców ktoś postanowił, by przy pustawych trybunach zorganizować jednak pożegnanie Tomasza Golloba z Grand Prix. Cóż, głupota goniła głupotę.


























Matej Zagar - zwycięzca tego kabaretu. Cóż, tuż po rozpoczęciu dekoracji poszedłem do toalety. Naprawdę miałem już dość.













W zgodnej opinii pokaz fajerwerków był najlepszym momentem wieczoru. Mnie ręce zgrabiały, stąd trudno było zrobić nieporuszoną fotkę.



















































Czas wracać.










Myślałem, że takich klatek schodowych nie ma...

















Kościół św. Karola Boromeusza.


































Grób Nieznanego Żołnierza.

















Marsz Świętości Życia.













Na starówce.






























Ulica Kamienne Schodki. Znana mi, tak jak jej otoczenie, z serialu "Szaleństwa panny Ewy".



































To miejsce fotografuję zawsze, gdy jestem w Warszawie.

















Pałac Jabłonowskich.













Teatr Wielki.













Lineup na tegoroczny Open'er w "malowniczej" warszawskiej scenerii.













Moje ulubione zdjęcie: na osiedlu Za Żelazną Bramą.













Czas kończyć tę opowieść.

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa fotorelacja! Pozdrawiam i zapraszam do siebie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajne zdjęcia :) Trochę ich tutaj wpadło :)

    OdpowiedzUsuń