czwartek, 1 lipca 2010

Grand Prix część III

Legendarny Barry Briggs zbierający na szczytny cel.


Adrian Miedziński zaliczył glebę, a mimo to awansował do półfinału.


Dużo zdjęć robiłem, ale w miarę ściemniania się mój aparat wymiękał coraz bardziej. Poniżej charakterystyczny obrazek. Kto zacz, chyba wiadomo.


Adrian Miedziński ostatni raz w serii zasadniczej jechał z pierwszego pola i wygrał, co dało mu awans do półfinału.


Zagadka - kto jest na prowadzeniu? Ano "Pepe", co w poprzedniej Grand Prix zaliczył "olimpiadę", czyli 5 zer, a na Motoarenie tylko trzy zera, dwójkę i trójkę.


Chyba nie o taki debiut w GP chodziło Arturowi Mroczce. Wpadł w dziurę i skosił dwójkę rywali. W zawodach przerwa trwała dobre 20 minut.


Gdy Tomasz Gollob był z przodu, trybuny szalały. Dosłownie!


Wygrywanie szło Tomaszowi tak łatwo, że chyba wszyscy byli pewni, co stanie się za chwile, trudno było jednak przewidzieć, że Crump będzie ostatni, a całe podium polskie.


Polska-biało czerwoni. No prawie! Jest też kolega ze Stavanger w Norwegii.


Runda honorowa.


Pokaz sztucznych ogni w rytmie rokendrola.



Koncert Kobranocki po GP oglądało niewiele osób, a zaczęli od starych sprawdzonych hitów, jak "Ela, czemu się nie wcielasz".



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz