wtorek, 26 kwietnia 2011

Złoty Kask 2011: Miedziński, Protasiewicz, Kołodziej

Nie da się ukryć, że Adrian w niedzielnym turnieju. Ale podobno szczęście sprzyja lepszym, więc składam szczere gratulacje. DODAm, że w półfinale nasz zawodnik zajął 11. (!) miejsce, ale dzięki regulaminowi miał miejsce w finale zapewnione.

Klub Unibax przygotował na finał bardzo twardy tor, żeby zmylić przeciwników, którzy będą tu rywalizować w meczach ligowych. W pierwszych biegach czasy były o ponad 5 sekund gorsze od rekordu toru, ale później po wlaniu choć odrobiny wody tor zachowywał się dużo lepiej i było wiele wyprzedzeń, a najlepszy czas Adrian wykręcił w biegu dodatkowym!

Boks "Pepe" przed zawodami.















Bracia Pulczyńscy chyba chcą pójść w ślady Janusza Kołodzieja, pijąc zieloną herbatę.

















Koldi podczas sesji foto, zdjęcia wykonuje Jarosław Pabijan, jakieś cztery głowy wyższy od Janusza.















Trochę zdziwiło mnie, że tankowaniem metalolu w parkingu zajmują się dzieci...

















Grzegorz Walasek - zawodnik zwykle "mocny w gębie".

















Ten baner spodobał mi się najbardziej.




Kto by przypuszczał przed zawodami, że "Pepe" zajmie 2. miejsce?

















Przed zawodami Adrian narzekał na ból ręki po upadku dzień wcześniej.

















Jarek Pabijan w rozmowie z Mateuszem Szczepaniakiem.

















Łukasz Jankowski szału nie zrobił. 1 punkt, 1 defekt i raz zjechał do parkingu po 3 okrążeniach...

















Jakaś dziwna tradycja się zrobiła, że po prezentacji część zawodników zamiast wrócić na platformie i pozdrowić kibiców (zdecydowaną większość) schodzi sobie od razu do parkingu. W takim razie proponuję, żeby w ogóle nie robić prezentacji... Na zdjęciu E.T.


















Pierwsze biegi - tor jest tak twardy, że zawodnicy ślizgali się (dosłownie) przy krawężniku.











Mimo ambitnej pogoni Adrian nie zdążył wyprzedzić Krzysztofa Buczkowskiego.












Maciek Janowski za chwilę wyjdzie na prowadzenie.

















Ręce prezesa Stępniewskiego same składają się do oklasków. Adrian mija linię mety po pasjonującym pojedynku z Januszem Kołodziejem.













W pierwszych 4 wyścigach Protasiewicz był tak szybki, że rywale zostawali daleko w tyle...











Wyjście z pierwszego wirażu jest bardzo ważne, choć w niedzielę można było powalczyć na dystansie.












W drugiej części zawodów wigor odzyskał Grzegorz Walasek.










W biegu dodatkowym chyba Piotr nie wkręcił całego gazu na starcie, bo stracił od razu sporo metrów, a potem już nie dał rady dogonić Adriana...










Na podium nie mogło zabraknąć szampana...

2 komentarze:

  1. Pozdrawiam, jestem z "Falubazowa"

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj, Jagman, wiem, skąd jesteś ;) Prezez wam trybunę zamknął, oj, oj, oj... :)

    OdpowiedzUsuń