piątek, 7 września 2012

Antyczna przygoda - dzień 6.

Jak już wspomniałem w poprzednim poście, następny dzień zaczął się od wspinania na twierdzę Palamidi, na którą prowadzi ok. 900 schodów (każdy liczy i wychodzi mu inaczej). Dobrze, że wzgórze rano jest w cieniu. Na samym szczycie, żeby obejrzeć fortecę, trzeba kupić bilet, jednak większości osób wystarczył piękny widok na miasto.

































































Następnie przejechaliśmy zwiedzać Olimpię, w tym słynny stadion (wyglądający nieco mizernie) i świątynię Zeusa. Na jednym ze zdjęć widać jaszczurkę. Gorąco było jak diabli i szkoda, że w programie nie ma zwiedzania tamtejszego muzeum. Bo w 40 stopniach patrzeć na te ruiny, to jest dla niektórych za dużo. Przy okazji mogliśmy zobaczyć, jak wygląda "zwiedzanie z lokalnym przewodnikiem". Jest on obowiązkowy, nawet jak nie mówi w języku zwiedzających. Wygląda to tak, że płaci się za niego, a pani pilot wszystko mówi sama, bo jak miałaby tłumaczyć z greckiego, wyszłoby z 2 razy dłużej. A przewodniczka lokalna chodzi sobie gdzieś obok nas i tyle.








































































To nietypowy pomnik, który, o ile dobrze zapamiętałem jest pewnego rodzaju karą za przewinienia, którego dopuścił się zawodnik podczas igrzysk. Musiał postawić taki pomnik i napisać, w jaki sposób zawinił.

















Tutaj u góry znajdowała się niegdyś Nike wyrzeźbiona przez Pajoniosa.

















Pracownia Fidiasza.












Most podwieszany Rio-Antirio. Przejazd przez niego kosztuje bardzo dużo. Zdjęcia, na których widać go najlepiej, zrobiłem z autobusu i niestety, nie są najlepsze.

























W drodze do Delf.


























Nocny spacer po współczesnych Delfach, które są oddalone kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów od stanowiska archeologicznego.

















Grecki kościół prawosławny tamże.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz