środa, 19 listopada 2014

Viva Iberia (wycieczka Itaki) - dzień 3.

Deszczowa Barcelona nie rzuciła mnie na kolana. Największa (?) atrakcja tegoż miasta - Templo Expiatorio de la Sagrada Familia - również. Dziwactwo niesamowite. Jej docelowy wygląd to już w ogóle kuriozum. W środku nie byłem, więc nie oceniam.


































Jestem absolutnym laikiem w dziedzinie sztuki, ale ten styl przypomina nieco rzeźby z Pałacu Kultury i MDM... Zresztą cała ta bazylika to jeden wielki konglomerat - każdy portal jest inny, do tego nowe fragmenty różnią się kolorem od starych. W zasadzie naprawdę trudno zrozumieć fenomen tego dzieła Gaudiego.















































Wielki plac budowy.



















































W deszczu tyle to widzieliśmy ze słynnego remontowanego Casa Mila.

















Jak na lipiec, naprawdę chłodno było.

















Weszliśmy do katedry św. Eulalii, gdy na dworze była straszna nawałnica.


































Półmrok trochę dokuczał, ale zdjęcia chyba nie wypadły tak najgorzej.

















Jedna z kaplic.


































Złota im nie brakowało.

















Ratusz.












Plaza Real z latarniami zaprojektowanymi przez Gaudiego. Nic specjalnego jak dla mnie.

















Replika XIX-wiecznej łodzi podwodnej "Ictineo I" przy Muzeum Morskim.













Rzeźba na jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc w mieście - pomniku Krzysztofa Kolumba.

















Dzielnica portowa.



























Ptaki chętnie korzystają z Kolumba jako dogodnego punktu obserwacyjnego.

















Arenas de Barcelona - miała być arena korridy, jest centrum handlowe.













Sporo imponujących obiektów obejrzeliśmy tylko po drodze zza szyb autokaru.













W drodze na Monserrat.







































Jesteśmy na miejscu. Góra tonie we mgle.













Jest kilka sposobów, by się tu dostać. Na przykład kolejką.

















Góra jest potężna.

















Zwiedzanie klasztoru benedyktynów na pewno było ciekawsze niż cała wizyta w Barcelonie. Dodajmy, że to dodatkowa atrakcja.



















































Czarną Madonnę mamy nie tylko w Częstochowie. Ta w Monserrat również przyciąga tłumy.

















Organy.

















Witraże.


































W polskich kościołach taki obraz pewnie nie miałby szans zawisnąć...













Niesamowite lampy.

















Obiekt wciśnięty między góry...






























Jedziemy na południe.













Klasztor św. Marii w El Puig - miejscowości, w której nocowaliśmy.

4 komentarze:

  1. Front Sagrady wygląda jakby był lepiony z błota. Trochę szkoda, że w programie nie było zwiedzania od środka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Całe szczęście, że nie było zwiedzania w środku. Gigantyczne kolejki, drogie bilety, a w środku jeszcze większy plac budowy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładne zdjęcia (głownie te robione wewnątrz budynków). Generalnie bardzo zazdroszczę wyjazdu do Barcelony mimo, że pogoda jak piszesz nie dopisała. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. katedra chociaż nie skończona jest dla mnie najpiękniejszym zabytkiem tego miasta

    OdpowiedzUsuń