piątek, 28 listopada 2014

Viva Iberia (wycieczka Itaki) - dzień 4.

Czwarty dzień rozpoczęliśmy od kolejnej ponadplanowej wizyty - w kompleksie Miasto Sztuki i Nauki wg projektu Santiago Calatravy, gdzie znajdują się m.in. oceanarium, planetarium, ogród botaniczny, opera itp. itd. Wszystkie budynki Calatravy są nie do podrobienia, jeśli chodzi o styl, jednak bardzo drogie, toteż podobno tutejsi mieszkańcy skutecznie protestują przeciwko przeznaczaniu publicznych pieniędzy na kolejne "odjechane" konstrukcje tegoż architekta. Budynek opery okazał się fuszerką i miasto wytoczyło mu nawet proces. W angielskiej Wikipedii podhasło Criticism w jego biografii jest bardzo obszerne, toteż tam odsyłam.














































































Walka z moim aparatem z zepsutym autofocusem daje czasami takie efekty...

















Okoliczne wieżowce też nie są byle jakie.














Chciałbym, żeby Calatrava wybudował coś w Polsce...


Niegłupia architektura.













"Pofalowane" schody - efektowne, ale zapewne mało praktyczne.

















Ruszamy dalej.

















Plaza de Toros de Valencia.













Imponująca stacja kolejowa  València Norte.











































El Mercat Central de València. Przepiękna hala targowa.
  

























































Zwiedzanie dawnej Giełdy Jedwabiu, wpisanej na listę UNESCO.
 



































































Spacerkiem po centrum.





































Katedra WNMP.


















Gdyby to było proste zdjęcie... Gdyby ciocia miała wąsy...

















W katedrze.















































Mówiąc szczerze, katedra ciekawiej wygląda z zewnątrz. W środku są jeszcze m.in. portrety papieży oraz takie witraże.

















Nie byłbym sobą, gdybym nie poszukał w okolicy innych atrakcji pozaprogramowych. Kościołów wokół jest sporo. Kawałeczek drogi od głównego placu znajduje się La Iglesia de San Lorenzo.

















W środku nic specjalnego, więc fotki daję z zewnątrz tylko.













Fontanna symbolizująca rzekę Turię i 7 nawadniających kanałów.














W drodze do kolejnego kościoła.













Podobno toruńska starówka jest piękna. Hmmm. A co powiedzieć o walenckiej? Zabrakłoby skali.






























Bardzo się cieszę, że dotarliśmy do kościoła San Nicolás de Bari and San Pedro Mártir. Jest wciśnięty z boku od jednej z głównych uliczek. Gdyby nie to, że zaznaczyłem sobie go na planie, na pewno bym tam nie trafił.





















































































Idziemy dalej na miejsce zbiórki.

















Wieże Serrano.


































W drodze na południe.













W tle Benidorm. Ostatnie miejsce, w którym bym chciał spędzić wakacje. Drapacze chmur i dyskoteki nad morzem. Dziękuję, postoję.

























Jadąc wciąż na południe, nie mogliśmy nie minąć jednego z licznych byków stojących przy autostradzie.


























Po drodze na siusiu zatrzymaliśmy się w bardzo nieprzyjemnej hacjendzie. Do tego siusiu okazało się płatne i większość osób zrezygnowała z tej "atrakcji". Stojąc na środku pustyni w piekielnym słońcu nie bardzo było co robić, na szczęście przy parterowym lokalu "hostal - bar" były drzewka z tymi oto owocami.

















Przejeżdżając niedaleko miasta Guadix można dostrzec słynne domy w skałach.













Pasmo Sierra Nevada.


























Hotel Camino de Granada można polecić każdemu. Jest ciekawie zaaranżowany. W ogóle tego dnia miał miejsce półfinał mundialu. Jak można było zaobserwować w hotelowej restauracji, wszyscy kibicowali Niemcom.















































Ptasie towarzystwo.


















1 komentarz:

  1. bardzo fajna jest ta nowoczesna architektura, z daleka zwraca na siebie uwagę :)

    OdpowiedzUsuń