sobota, 28 marca 2015

Lipinki - jezioro Bachotek: przez Pojezierze Brodnickie

To zdecydowanie była jedna z najbardziej udanych wędrówek w ogóle. Dziś tylko pierwsze zdjęcie z pociągu. Stacja Kowalewo Pomorskie.
Standard podróży koleją - bez komentarza.

















To chyba gdzieś w okolicach Ostrowitego.













Początek naszej wędrówki - najbardziej zrujnowana stacja, jaką znam - Lipinki. Bezdomni kiedyś zrobili sobie w środku ognisko. Przez 30 lat PKP nie było w stanie nawet wymienić tablicy z nazwą.

















Po żniwach.













Skrót do Łąkorza. Jednak z niego nie skorzystaliśmy.













Chatka się trochę rozpadła.













Wiatrak holenderski z końca XIX w.

















Matka Boska przed kościołem św. Mikołaja. Sam kościół najciekawsze, co ma w sobie, to charakterystyczne obłożenie kamieniami polnymi na dole. Jest dość stary, bo z XIV wieku.

















W środku nie ma naprawdę czego oglądać, dlatego daję widok ze strony cmentarza.













Oni zginęli na II wojnie światowej.


















Rzadko spotykany szyld.

















Muzeum Lokalne.













Kapliczka z podwójnym Jezusem.

















Strach ma wielkie oczy?













A to już druga część ekspozycji Muzeum Lokalnego - zbiór rozmaitych maszyn rolniczych na podwórzu domu pana Jana Ostrowskiego -  kustosza muzeum.











































Leśnictwo Łąkorz. Przynajmniej na Google Maps z 2012 roku tu było.














W lewo czy w prawo? Na chwilę musieliśmy odbić od szlaku, jednak okazało się, że w niewłaściwym miejscu.













Tu jest naprawdę przepięknie.


































Iwanki. Osada założona w średniowieczu. Byłem tu ponad 20 lat temu! Kiedyś były tu najwyżej dwa domy, teraz domków letniskowych i przenośnych toalet znacznie więcej, mimo że w internecie trudno znaleźć cokolwiek na temat tego urokliwego zakątku nad północnym brzegiem jeziora Wielkie Partęczyny. No i dobrze. Zainteresowani wiedzą, jak tu pięknie. Zdjęcia znad samego jeziora nie wyszły za dobrze, bo słońce świeciło prosto w obiektyw.






























Kanał łączący Wielkie i Małe Partęczyny.













Ścieżka dydaktyczna.

















W tych okolicach przeszła jakiś czas temu trąba powietrzna, czego dowiedzieliśmy się za kilkanaście kilometrów z komunikatu po drugiej stronie drogi, jednak mimo trudności udało się przejść przez zwalone drzewa. Akurat też ich nie pokazuję, bo to żadna atrakcja.













To zdjęcie pokazuje, na jak daleko udało mi się zbliżyć do jeziora Małe Partęczyny. Nigdy wcześniej go nie widziałem, może z drugiej strony jest jakieś łatwiejsze, natomiast tutaj miałem do dyspozycji podmokłą ścieżkę całkowicie zawaloną drzewami oraz podmokłą i zarośniętą skarpę, z której zrobiłem to oto zdjęcie. Całkowicie dziewiczy teren.













No i ponownie kanał, tuż przy ujściu do Małych Partęczyn.













Cały czas idziemy wzdłuż Wielkich Partęczyn, jednak jeziora prawie nie widać przez las i skarpę. W końcu coś przebija.






























Burza wisi w powietrzu. Jesteśmy na terenie Rezerwatu Okonek.













Trochę bałem się podejść do samego jeziora Okonek z uwagi na torfowisko. Podłoże mocno się uginało, jednak nie wpadłem.


























Przesmyk między Wielkimi Partęczynami a jeziorem Dębno. Widać to drugie jezioro.













A to widok w drugą stronę. Zaraz lunie.













Po (pierwszym) deszczu ruszamy dalej. Jezioro Dębno.


























Tajemnicza mogiła.


















Zdjęć z jeziora Robotno nie mam żadnego, gdyż w momencie dotarcia do niego rozszalała się nawałnica. Wraz z innymi turystami schroniliśmy się pod drzewami, jednak o robieniu zdjęć nie było mowy.













Po dotarciu nad malownicze jezioro Kurzyny, powstałe dzięki spiętrzeniu wód Skarlanki, czekała nas bardzo niemiła niespodzianka. Otóż szlak prowadził przez kładkę, która niestety była zerwana. W sumie woda była bardzo płytka, jednak po drugiej już i nieostatniej burzy, nie ryzykowaliśmy przechodzenia. Trzeba było nadłożyć sporo drogi i obejść jezioro z drugiej strony. Dzięki GPS-owi wszystko udało się świetnie.




















































Smoke on the water.














Tak oznacza się ścieżki do nordic walking.













Jezioro Kochanka - również otoczone bardzo podmokłym terenem.













A to już pole biwakowe nad jeziorem Strażym w Grzmięcy.













Pomniki przyrody - dęby Adam i Ewa - jeden z nich niestety bardzo zniszczony przez burzę i została sama jego "końcówka".

















Jaz na Skarlance.

















W 2012 roku w budzie po lewej mieścił się jeszcze "bar w tartaku".














W siedzibie Brodnickiego Parku Krajobrazowego.













Plaża w ośrodku wypoczynkowym Na Wzgórzu.

















Droga wzdłuż jeziora Strażym.




























































Dalej szlak prowadził wzdłuż jeziora Skrzynka. Cóż, rzeczywistość okazała się taka - przejścia brak.













Trzeba było jezioro ominąć górą. Za to mieliśmy piękny widok.
























Leśnictwo Bachotek.

















Na Szlaku św. Jakuba.













Okolice wsi Mariany. Pole kukurydzy. Piękna tęcza.


























































































Wkraczamy z powrotem do lasu.


































Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. W drodze powrotnej dzięki niesamowitej "organizacji ruchu" w Brodnicy jako pasażer autobusu mogłem dwukrotnie podziwiać wieżę zamkową.

















Wieczór w autobusie.

3 komentarze:

  1. Jedno zdjęcie na zachętę, to się nazywa budowanie napięcia ;) Ale bedę śledził bo mam blisko, dobrze wiedzieć gdzie jest coś ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam taką zasadę, że wrzucam dziennie nie więcej niż 10 zdjęć, inaczej ten blog by mnie znudził. Więc aktualizacje postów to rzecz niestety powszechna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo piękne zdjęcia ale nie może być inaczej gdyż miejsca są przecudne warte oglądania

    OdpowiedzUsuń