środa, 4 marca 2015

Viva Iberia (wycieczka Itaki) - dzień 12.

Kolejnego dnia wcześnie rano wyruszamy z naszego wyjątkowo obskurnego hotelu na zwiedzanie Burgos.













Rzeźba z łuku triumfalnego Arco de Santa Maria.

















Pomnik Cyda.


































W oczekiwaniu na zwiedzanie katedry Świętej Marii.













Pomnik strudzonego pielgrzyma. Wiadomo, pamiątki związane z Camino są tu w każdym sklepiku.

















W oczekiwaniu na otwarcie katedry mogliśmy sobie wypić kawę i dokładnie przyjrzeć się okolicznym budynkom.






























Rzeka Arlanzon dawała się we znaki.

















Nareszcie w środku. Grobowce robią wrażenie.













Wyjątkowe sklepienie z ażurowym maswerkiem. Kompletnie nie znam się na terminach architektonicznych, jednak nawet przeciętnego zjadacza chleba taki widok jest w stanie zaciekawić.\















































Kaplica św. Anny. By ogarnąć to, co tu się znajduje, trzeba by z godzinę poświęcić.


















Z uwagi na mrok nie udało mi się choćby w połowie oddać piękna tych schodów.






























 W katedrze w Burgos trzeba mieć wzrok ciągle skierowany w górę.





















































































Absolutnie wyjątkowa kaplica Fundatorów.













































































































Jeden z obrazów z dość osobliwej drogi krzyżowej - jej autor to Teresa Pena.



















































Tu już na pewno jesteśmy w katedralnym muzeum/skarbcu. Zdjęcia przez szybę słabo zwykle wychodzą.

















Powoli żegnamy się z katedrą.


















W drodze do Kraju Basków.



























Jesteśmy już w Donostia/San Sebastian. Na zdjęciu słynny Pałac Festiwalowy. A myślałem, że ten w Karlovych Varach jest najbrzydszy...













Puente del Kursaal.

















Basílica de Santa María del Coro w ostrym słońcu.

















Wspinamy się do góry, by lepiej zobaczyć wspaniałą plażę nad zatoką La Concha.



























Na ten punkt widokowy już nie dotarliśmy.































Widok na port.













Ciężka artyleria stojąca, o ile dobrze pamiętam, niedaleko publicznej toalety.













Poza Barceloną to chyba najbogatsze miasto na trasie tej wycieczki, przynajmniej jeżeli chodzi o wygląd ogólny.
Kościół św. Piotra.

















San Sebastian słynie z tapas. Nie mogliśmy więc nie spróbować tych pysznych, acz drogich kanapek w Casa Alcalde.

















Na plaży fajnie jest. No cóż, ja nie znoszę słońca, ale tutaj jest naprawdę super. Polskie plaże mogą się schować.







































Na punkcie widokowym





































































Zazwyczaj nie komentuję organizacji wycieczki, bo uważam, że miejsca zwiedzane są ważniejsze, a niedogodności przy okazji to już w zasadzie moja sprawa. Tym razem zrobię wyjątek. Otóż biuro Itaka w roku 2014 niestety oszukało uczestników tej wycieczki. Mianowicie z uwagi na czas pracy kierowców zwiedzanie Pampeluny odbyło się nie w ostatnim dniu wycieczki, a w przedostatnim. W ogóle sam pomysł dołożenia tego miasta, które wraz z Toruniem chciało zostać Europejską Stolicą Kultury, zamiast Lourdes, był całkowicie poroniony. Tym bardziej, że my byliśmy parę dni po słynnej gonitwie byków. Można sobie wyobrazić, że miasto było całkowicie opustoszałe. W tym roku usunięto z programu tę wątpliwą atrakcję.

















Ratusz - najciekawszy budynek na trasie zwiedzania.






























Napisy w dwóch językach i kierunek gonitwy byków.













Katedra gotycka. W środku jest ciekawsza niż z zewnątrz, ale co z tego, skoro była zamknięta.













W jedną stronę z górki, w drugą pod górkę.

















Plaza del Castillo.













Kościół św. Mikołaja.













































































Już może nie będę zamieszczać tego zdjęcia, bo jest strasznie ciemne, ale w tym kościele są konfesjonały z wyświetlaczami takimi jak w toalecie w pociągu - wolne/zajęte.

















W zasadzie wszyscy nudzili się strasznie, czekając na spotkanie z pilotem, bo nie było co robić w czasie "wolnym".











































Ciekawa klamka.

















W drodze do hotelu.

















Parę produktów z marketu, których w Polsce nie ma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz