poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Somersby Strawberry & Lime 0.0% - bezalkoholowe cz. 95

Wiosna już coraz bardziej ciepła, więc z całą pewnością producenci będą nas raczyć kolejnymi nowościami. Carlsberg postanowił zaproponować kolejną wersję swojego napoju, tym razem bezalkoholową o smaku truskawki i limonki.












Butelka, jaka jest, tak jak koń, każdy widzi. Przezroczysta i dobrze widać kolorek napoju.












Co do etykiety, która jest też identyczna w zasadzie z napojami o innych smakach, co do grafiki nie mam żadnych uwag, jedynie może mam do tego, że skoro jesteśmy w Polsce, to może wypadałoby wszystkie napisy robić też w ojczystym języku, a nie "new" i "refreshingly crisp".












Górna część etykieta podpowiada za pomocą wielkich zer, że to produkt przeznaczony np. dla młodzieży i kobiet w ciąży.











Kapsel, jak już wspominałem parę razy, jest bardzo mocnym elementem tego projektu graficznego. Wyróżnia się zdecydowanie na plus.












Co my tu mamy? Całą litanię składników, dość sporą liczbę kalorii i cukrów (5,8 g), czyli w sumie bez zaskoczeń.

Składniki: woda, cukier, słód jęczmienny, cukry owocowe z jabłek, sok jabłkowy z koncentratu, koncentrat barwiący z marchwi, kwasy (kwas jabłkowy, kwas cytrynowy), dwutlenek węgla, sok z limonki z koncentratu (0,5%), naturalne aromaty, sok truskawkowy z koncentratu (0,1%), substancja słodząca (glikozydy stewiolowe), chmiel.

Bez koncentratu z marchwi nie mogło się obejść. Choć są jeszcze bardziej szkodliwe barwniki, to fakt.


 










Zapach intensywny landrynkowy. Piana słaba, szybko się dziurawi i znika, lacingu brak. Bardzo duże nagazowanie, jak zawsze w Somersby. Kolor różowy. Smak mega sztuczny, jak rozwodnionych cukierków. Z czasem ten aromat chemiczny staje się dokuczliwy. Z truskawkami czy limonką ma to niewiele wspólnego. Nic godnego uwagi, dużo gorsze niż te "zwykłe" Somersby.

Ocena ogólna: 1,5/10
Cena: 3,19 zł/Biedronka.

sobota, 3 kwietnia 2021

Profesja Rowerzysta z Rabarbarem - bezalkoholowe cz. 94

 












Dziś propozycja od rzemieślniczego Browaru Profesja z Wrocławia, dobrze znanego miłośnikom kraftu. Z uwagi na małą dostępność w sklepach nieprofesjonalnych, nazwijmy to ogólnie, to moje pierwsze zetknięcie z jego wyrobami.












Etykietka powiedziałbym jest dość odmienna od większości, graficznie bez zarzutu, nie jest infantylna dobre liternictwo, no i już na sam początek dowiemy się, że ekstrakt to tylko 7.











 

Smak: rabarbarowy, owocowy, kwaśny. Aromat: owocowy, kwaśny, rabarbarowy. Barwa: czerwona. Piwo niefiltrowane, pasteryzowane. Zawartość alkoholu poniżej 0.5%. 

Skład: woda, słód jęczmienny, słód pszeniczny, sok jabłkowy z soku zagęszczonego, sok cytrynowy z soku zagęszczonego, sok rabarbarowy z soku zagęszczonego, aromat naturalny rabarbaru, barwnik naturalny, przeciwutleniacz (kwas askorbinowy), kwas (kwas cytrynowy), chmiel, drożdże WLS17 Sacharomyces Ludwigi, bakterie.


Informacji jest niby aż nadto (stopień goryczy określono na 0,5/5), jednak brakuje tych o składnikach odżywczych i kaloryczności. 



 









Pan na etykiecie przypomina zdecydowanie nie rowerzystę, lecz typowego piwosza. Ale doceniam kreskę.











Kolejny biedakapsel - tutaj zdecydowany minus.












Piana raczej słaba, szybko się dziurawi, lacing też. Zapach kwaśny, jakby rabarbaru albo wina. Kolor trochę podobny do soku jabłkowego, ale widać że jest to jakby zawiesina, soki się mieszają. Wysycenie słabe. W smaku typowe dla piw sour - jakby ktoś rozpuścił witaminę C i chciał nam wręczać Order Uśmiechu. Akcentów piwnych i goryczki brak. Coś dla fanów gatunku, ale większości będzie wykręcać twarz. Mnie raczej nie podpasowało.

Ocena ogólna: 5/10.
Cena: 6,89 zł/8-ZERO, Allegro.
Piwo możecie kupić tu: KLIK.

czwartek, 1 kwietnia 2021

Miłosław Bezalkoholowy Witbier - bezalkoholowe cz. 93













Browar Fortuna nie traci czasu i wypuszcza na rynek kolejną propozycję. Do tej pory wyroby z Miłosławia były tutaj dość dobrze lub nawet bardzo dobrze oceniane, więc z miłą chęcią sięgnąłem po Bezalkoholowego Witbiera.



















Na wstępie warto zaznaczyć, że butelka, jak to bywa w Miłosławiu jest zwrotna, etykieta jest spójna z innymi, prezentuje w środku starą rycinę browaru, użycie pomarańczowego koloru nawiązuje chyba do jednego ze składników i nadaje świeżości projektowi.




















Na górnej etykiecie mamy to samo, tylko bez ryciny :) 




















Czytelność tylnej etykiety i obfitość znajdujących się na niej informacji oceniam bardzo pozytywnie.
Z rzeczy nas interesujących należy podać liczbę kcal - 30 - co jest już niemałą liczbą oraz zawartość cukrów - 4,1 g. Mamy też określoną barwę - 12 EBC, czyli nieco ciemniejszą niż zwykły żółty oraz goryczkę - na 17 IBU.
Piwo bezalkoholowe jasne, górnej fermentacji. Składniki: woda, słód pszeniczny, chmiel: Centennial, naturalny aromat, pulpa calamansi, kolendra, skórka pomarańczy, drożdże. Alk. poniżej 0,5% obj. Ekstrakt 7,7% wag.

Z informacji o składzie istotny jest dość niski ekstrakt.




 








Nadchodzą ciężkie czasy, kiedy producenci wypuszczają takie kapsle. Idąc tym tropem, wystarczy na butelce dawać miniaturowy kod QR do strony producenta i kto chce, sobie sprawdzi wszystko. Jestem rozczarowany, bo to zakrawa na trend.












Kolor cytrynowy, zapach pomarańczowy. Piana bardzo dobra, ładnie się utrzymuje, porządny lacing. Jeśli chodzi o smak - niskie wysycenie, wyczuwalna lekka goryczka, aromat kolendry. Cytrusowość jest trochę zneutralizowana przez nuty typowe dla pszeniczniaków. W sumie mamy dość ciekawą i odmienną propozycję. Fani Miłosława Bezalkoholowego bez dopisku nie będą rozczarowani. Cena też jest przystępna. Na początku to piwo dostępne jest tylko w Żabce, zobaczymy, jak będzie ze sprzedażą.

Ocena ogólna: 7,5/10
Cena: 3,99 zł Żabka

niedziela, 28 marca 2021

Lech Free Arbuz z Miętą - bezalkoholowe cz. 92

No i mamy kolejną nowość na rynku - tym razem od Kompanii Piwowarskiej. Sezon na takie piwa się zbliża, więc marketingowcy wymyślają kolejne smaki, no bo czymś trzeba zaskoczyć klienta, a nuż się spodoba.












Napój ten dorwałem w wersji puszkowej. Z tego, co widzę, szata graficzna nic a nic nie zmieniła się od zeszłego roku. Tutaj sercem tego layoutu jest wielki arbuz, a gdzieś malutkim akcentem jest mięta. Nie ma do czego się przyczepić.






Skład jest przedstawiony w taki sposób, żeby sobie nikt nie zawracał głowy jego czytaniem bo mikroskopijną czcionką i to w pionie. Stary numer. Ale skoro już przekręciliśmy puszkę, to dostrzeżemy, że kalorie są w normie, a zawartość cukrów - 4,6 g, czyli nie aż tak najgorzej. A co poza tym drzemie w środku?

Piwo bezalkoholowe o smaku arbuza i mięty, alk. 0,0% obj. Pasteryzowane. Składniki: woda, słód jęczmienny, cukier, regulator kwasowości - kwas cytrynowy, naturalne aromaty, w tym miętowy, koncentrat barwiący z czarnej marchwi, sok arbuzowy (0,1%) z zagęszczonego soku, wyciągi z chmielu i zielonego jęczmienia.

Szału nie ma, zresztą wcale się go nie spodziewałem. Przy tego typu napojach ciekawi mnie zawsze po co dodawać mikroskopijną zawartość prawdziwego soku, przecież wpływ tego 0,5 ml na całość jest raczej żaden.












Kolor ciemnoróżowy (koncentrat z marchwi robi robotę) , piana średnia, dość szybko opada, dobry lacing. Zapach dość intensywny, truskawkowy, słodkawy. Napój dość mocno gazowany, mało kwaśny. W smaku jest dość słodko, ale bez przesady, chemiczny aromat niestety wyczuwalny jest tylko w zapachu, w smaku trochę jak woda z cukrem, goryczka raczej tylko jako złudzenie, ale trudno się spodziewać czegoś po czymś o smaku arbuza, który jest bardzo delikatny i wodnisty. Mięty raczej nie wyczułem, a może już straciłem węch :) Da się wypić, ale bez szału. Tak pół żartem pół serio, można stwierdzić, że to napój raczej dla dzieci i kobiet. Cena dość wysoka, jak na zeszłoroczne standardy, może to przez podatek cukrowy.

Ocena ogólna: 3.5/10
Cena: 3,49/Biedronka

piątek, 26 marca 2021

Paulaner Hefe-Weissbier Alkoholfrei - bezalkoholowe cz. 91

Dziś coś z absolutnej klasyki, czyli produkt monachijskiego browaru Paulaner, którego historia sięga XVII wieku.












Tradycyjnego Paulanera chyba nigdy nie piłem, więc trudno mi się odnieść i porównywać z wersją bezalkoholową. Jeśli chodzi o etykietę, to jest bardzo tradycyjna. Już samo logo, w którym widać mnicha i napis "od 1631" trochę pozycjonuje ten napój. Raczej jest to coś dla doświadczonych piwoszy.












Mnie się ten projekt podoba, wyróżnia się dość znacząco i to pozytywnie. 












Górna część etykiety jest w zasadzie powtórzeniem projektu graficznego, tyle że w mniejszej formie.











Kapselek jest delikatnym rozczarowaniem, zwłaszcza jeżeli chodzi o marne wykonanie.












Polskiej naklejki ze składem nie mamy, więc trzeba sobie przetłumaczyć. Jak widzicie, informacji jest tutaj od groma, nawet podano, ile jest witamin w 100 ml. Z rzeczy nas bardziej interesujących warto zauważyć niską kaloryczność i dość niską zawartość cukrów - 2,1 g. W składnikach jest to, co powinno być w każdym piwie i nic a nic więcej. Weizenów bezalkoholowych za dużo nie testowałem, ale ogólnie lubię ten gatunek.

Piwo bezalkoholowe. Alk. Poniżej 0,5%. Skład: woda, słód pszeniczny, słód jęczmienny, dwutlenek węgla, drożdże, chmiel.

Piana obfita, trwała, lacingu nie zostawia. Zapach zbożowy, niezbyt silny. Zmętnione, kolor dojrzałych kłosów zboża, złoty, wpadający w brąz. Nasycenie raczej słabe. W smaku czuć tą izotoniczność typową dla weizenów, goryczki prawie nie ma, jest trochę "zamulone", ale nie wodniste. Występują nuty chlebowe, lekka ryżowość, dość słodkie w odbiorze.

Ocena ogólna: 6,5/10
Cena: 8,39 zł/8-ZERO/Allegro
Piwo można kupić tutaj: KLIK.

sobota, 20 marca 2021

Fortuna Mirabelka Bezalkoholowe - bezalkoholowe cz. 90

 No i doczekaliśmy się pierwszej tegorocznej premiery. Czy jest udana, o tym za chwilę.












Browar Fortuna z Miłosławia ma w bezalkoholowym portfolio choćby hit w postaci Miłosław Bezalkoholowe IPA, więc poprzeczkę sami sobie zawiesili wysoko. Jeśli chodzi o butelkę (zwrotną), to nie mam uwag. Jest kolorowo i czytelnie.












Jak smakuje mirabelka to ja nie wiem, ze śliwek to znam tylko takie w czekoladzie.












Na etykiecie umieszczonej na szyjce znajduje się logo Browaru Fortuna, niestety niezbyt czytelne.












Kapsel w kolorze dość jaskrawym.












Z niekłamanym zaciekawieniem zawsze oglądam tylną etykietę ze składem. Tutaj zaś pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to niezwykła zawartość ekstraktu jak na piwo bezalkoholowe - aż 11,5%. Kalorii jest sporo - 42 kcal, a cukrów też niemało - 6,2 g. Będzie więc słodko.

Piwo bezalkoholowe jasne, górnej fermentacji, z dodatkiem soków owocowych. Alk. poniżej 0,5% obj. Składniki: woda, słód jęczmienny pilzneński, pszenica, soki owocowe: jabłkowy, śliwkowy, mirabelkowy (3%), słód żytni, naturalny aromat, chmiel, drożdże.

Warto zwrócić uwagę, że głównym sokiem występującym tutaj jest jednak sok jabłkowy. 


 










Piana bardzo obfita, dobrze się utrzymuje, przyzwoity lacing. Kolor typowy dla lagerów, tylko nieco zmętniony z miedzianym odcieniem. Intensywny słodki zapach trochę śliwkowy, ale raczej nie do końca. No i teraz co jest najciekawsze, piwo to ma wszystko - jest goryczka, która w pierwszej kolejności jest przykryta przez słodycz, ale długo się utrzymuje, jest kwaśność. Są aromaty owocowe. Jest duży ekstrakt. Trudno je porównać z jakimkolwiek innym. Smak jest po prostu bardzo bogaty. Mnie osobiście śliwka średnio odpowiada, a mirabelka to nawet nie wiem, jak smakuje, ale myślę, że jeśli chodzi o owocowe piwa 0 proc., to jest to absolutny top. Dla wielu będzie za słodkie, ale ma ono swój dość zdecydowanie odmienny styl i za to ode mnie duży plus.

Ocena ogólna: 9/10.
Cena: 4.50/Żabka.

wtorek, 16 marca 2021

Palm 0.0 - bezalkoholowe cz. 89

Pierwszy raz i kto wie, czy nie ostatni mamy na tapecie piwo belgijskie. Pod względem ceny w przeliczeniu na 1 ml jest to chyba też lider rankingu cenowego. Czy warto? Okaże się.












Malutka buteleczka nie obiecuje wiele. Etykieta pod względem estetyki, wykonania oraz designu pasuje raczej do piw z czasów PRL, które spożywało się przy tzw. budkach.












W Wikipedii wyczytałem, że Palm jest rozlewany w kilku browarach. Ten konkretnie - w głównej siedzibie w Steenhuffel.












Rok 1706, czyli tradycje spore.












Z tylnej etykietki dowiemy się wszystkiego o składzie. Jak widzicie, warka ma termin przydatności do 11 marca, więc musiałem się mocno pospieszyć, by wypić w terminie. Sposób przedstawienia składu bardzo mało czytelny, ale udało się ustalić, że w 100 ml jest 26 kcal i 3,2 g cukrów. 

Piwo bezalkoholowe 0.0 proc. Składniki: woda, słód jęczmienny, syrop glukozowy, chmiel, ekstrakt z chmielu.

Syrop glukozowy - cóż, to mówi, że za bardzo tutaj nie poszalejemy ze smakiem. Chmiel w dwóch postaciach, ale nieokreślonych bliżej.








Pewnym żartem może być etykietka polskiego importera z bardzo skrótowym opisem zawartości.



  

 








Koń w logo rwie się do galopu.












Piana chyba najobfitsza z testu, ładnie się utrzymuje, lacing dobry. I na tym pozytywne wrażenia można by zakończyć. Zapach niemal niewyczuwalny. Nasycenie bardzo słabe. Kolor brązowy. W smaku jest bez szału: woda plus brzeczka. Nieco kwaśne, może dlatego, że kończyła się data przydatności. Goryczki raczej brak. Smakuje jak najtańsze piwo z marketu

Ocena ogólna: 1.5/10
Cena: 6,90 zł/8-ZERO - Allegro