czwartek, 20 marca 2014

Pora na jeziora 2013 (wycieczka Itaki) - dzień 3.

Dzień trzeci zaczął się od niezwykle przyjemnej wizyty w ogrodzie Parco Giardino Sigurta w Valeggio Sul Mincio. Trawa jest tam tak przyjemna w chodzeniu, że każdy ma ochotę od razu zdjąć buty. Największym problemem podczas tego dnia był szwankujący aparat, w którym częściowo zablokowała się regulacja ostrości.









































































A to zdaje się założyciel tego ogromnego ogrodu.

















Niesamowite kolory.













Spojrzenie na okolicę z naszego "minipociągu" turystycznego.













Żółwie na słońcu.














Ktoś był w Sirmione, to od razu rozpozna. To też zamek rodziny Scaligerich, położony już za murami ogrodu.













W labiryncie ludzkich spraw? Nie, to tylko minilabirynt z krzewów. Łatwy do przejścia, nawet dla dziecka.













Nie będę strzelał, jaki to gatunek lilii wodnych, bo mógłbym nie trafić.






























Permanentna walka z ostrością.







































Bananowce w tle.













Zwiedzanie Mantui było dość osobliwe. Najpierw znów mieliśmy okazję przekonać się, jak pracują włoscy "przewodnicy". Wiadomo, że w turystycznych miejscowościach trzeba musowo korzystać z przewodników miejscowych. W zasadzie jeśli nie mówi taki człowiek po polsku sprowadza się do tego, że i tak 99 proc. mówi pilotka, oszczędzając czas na tłumaczeniu. Tym razem włoska "przewodniczka" pojawiła się na miejscu chyba po prawie godzinie... No comments.
Poza tym w programie zwiedzania nie ma obiektu, który moim zdaniem jest największą atrakcją tego miasta. Ale na szczęście w wolnym czasie każdy mógł go zobaczyć, jeśli chciał.
Twórca programu w Itace też się wysilił: "spacer po historycznym centrum z wieloma zabytkami". Bla, bla, bla, konkretów brak.




































































A tutaj mamy klatkę, w której to niegdyś umieszczano skazańców. Śmierć to musiała być okropna.

















Przepiękny zegar.














Jedenastowieczna Rotonda di San Lorenzo.













Bazylika Sant'Andrea.

















A obiektem tak przeze mnie cenionym okazał się Palazzo Te. Tak się składa, że znajduje się po przeciwnej stronie starówki, także mieliśmy spory kawałek do przejścia. W środku za bardzo zdjęć nie można robić, więc mam parę fotek z ukrycia na dziedzińcu i nie tylko.























































Socrealistyczne (?) ciekawostki na ulicy.















































Ciekawy kościół wyhaczony podczas jazdy autokarem.

















W Salsomaggiore Terme hotel mieliśmy podły (o ile pamiętam, był to: http://www.hoteldelavillesalsomaggiore.it, ale za to jakie widoki...























































































Piękna restauracja podejrzana przez okno.














piątek, 14 marca 2014

Pora na jeziora 2013 (wycieczka Itaki) - dzień 2.

Drugi dzień rano i już jesteśmy w Italii. Na początek dość dziwne rondo.














Dzień miał zacząć się od objazdu trasą wokół jeziora Garda - jak się okazało, tylko z jednej strony, ale i tak to jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Nawet deszcz nie przeszkadzał.

















Tak w ogóle, to miasteczko Torbole.











































Malcesine przywitało nas deszczem. Poza Sirmione to chyba najpiękniejsze miasteczko nad Gardą. Do Castello Scaligero nie wchodziliśmy, ale spacer po starówce był i tak wystarczająco ciekawą opcją.












































































































Kościół San Stefano.






























Kolejka na Monte Baldo.













Jedziemy dalej drogą wzdłuż jeziora. Zrobił się całkiem spory korek, więc mogłem przez szybę autokaru zrobić parę zdjęć mijanym obiektom.


































Rzadko się zdarza, by największą atrakcję wycieczki objazdowej można było poznać już jej pierwszego dnia. A tak chyba było na "Pora na jeziora". Wrażenie to oczywiście subiektywne, ale gdy tylko po raz pierwszy zobaczyłem sanktuarium przyklejone do skały, od razu chciałem tam pojechać.

Od razu zanim wrzucę swoje zdjęcia, polecam również galerię ze Spiazzi autorstwa Aveliny:
http://avelinatravel.blogspot.com/2013/09/droga-krzyzowa-w-spiazzi-wochy.html
http://avelinatravel.blogspot.com/2013/09/sanktuarium-madonna-della-corona.html
http://avelinatravel.blogspot.com/2013/08/spiazzi-wochy.html

Jest tam sporo informacji o tej miejscowości, sanktuarium i drodze krzyżowej. U mnie głównie zdjęcia będą, jak ktoś chce znaleźć faktografię, to problemu nie ma.

Piąta stacja drogi krzyżowej.













Szósta stacja.













Dziewiąta stacja.













Niesamowity widok na szosę przebiegającą w dole.

















Wreszcie w oddali wyłonił się kościół przy skale.


































Wizerunek Matki Boskiej przypomina, że to sanktuarium maryjne. To słynna Madonna della Corona.













U stóp świątyni.


























Niesamowicie wygląda kościół, w którym jedną ścianę zastępuje skała.

Ołtarz.
 

Zdjęć witraży jak zwykle zrobiłem całe mnóstwo.
Święte Schody.
W górnej części bazyliki też nie brakuje pięknych witraży.


































Św. Jan Chrzciciel.

















Przyglądając się twarzom postaci z drogi krzyżowej, można zauważyć, że część z nich mówiąc potocznie, artyzmem nie grzeszy, przykład twarzy z wyjątkowo głupim wyrazem.













Rzut oka na okolicę.













Pomnik weteranów I wojny światowej.

















Wnętrze maleńkiej kaplicy w Spiazzi.













Nasz hotel. Ciekawostką może być fakt, że jego właściciele (czy też obsługa) nie władają nie tylko angielskim, ale i chyba włoskim. Przynajmniej sprawiali takie wrażenie.












Wypoczynek w takim krajobrazie jest przyjemny.