Teraz to, co uchwycił mój aparat.
Ulica nieopodal miejsca, gdzie mieszkaliśmy.

Tego obiektu chyba nie trzeba przedstawiać.

Bez szerokokątnego obiektywu robienie zdjęć w tym zabytku to lipa. Cóż zrobić!

Pięknie się robi zdjęcia o porze krótko przed zmierzchem, naprawdę.

Na każdym kroku można się tu natknąć na coś, co przywołuje wielkość imperium, np. niedaleko Koloseum są takie mapy przedstawiające zasięg Cesarstwa Rzymskiego, na tej jest uwidoczniony zasięg maksymalny.

To jedna strona Piazza Venezia, ta mniej znana.

A to ta znana jako "tort" lub "maszyna do pisania" wieczorem:

Kościołów u nas ci dostatek, zdarza się, że w promieniu stu metrów są trzy bazyliki! To kościół niedaleko Piazza Venezia, albo San Marco, albo Chiesa del Jesu. Mam słabą pamięć, także musicie mi wybaczyć...

Ten budynek swoją geometrią zrobił na mnie wrażenie. Stoi ta kamienica niedaleko starego Teatru Marceliusa i synagogi. Coś jak z powieści Kafki.

Ciąg dalszy oczywiście nastąpi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Spam i umieszczanie linków zabronione. Takie komentarze nie będą akceptowane.